Ania skryła się w samym rogu wagonu metra. Ze słuchawkami na uszach zapewne kontemplowała nie tylko lekturę. Może czytana przez nią "Ostatnia piosenka" szumiała jej także w uszach...
Kiedy zobaczyłam w metrze zaczytanego Łukasza, sprawiał wrażenie zatopionego w jakiejś bardzo pasjonującej lekturze. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to książka o rachunku prawdopodobieństwa. Okazało się też, że dla Łukasza jest ona pasjonująca i wiąże się z jego pracą. Najczęściej czyta tego typu "lektury" oraz książki historyczne.
W niedzielne popołudnie udało mi się upiec w metrze dwie pieczenie na jednym ogniu.
Aneta (po lewej) była zanurzona w "Słodkich nieszczęściach" i żałowała, że nie spotkałam jej wcześniej, bo poprzednia książka, którą czytała była lepsza. Natomiast pani po prawej, czyli Ania zaczytywała się w książce "Ku słońcu", którą mnie bardzo zaciekawiła.
Bohaterka powyższego zdjęcia zatopiła się pewnego niedzielnego popołudnia w lekturze i morzu włoskich butów. Sprzedaje okazy, które przed wielu laty z zapałem gromadziła jej babcia.
Piotrka spotkałam w tramwaju linii numer 8. Powiedział mi, że najbardziej lubi czytać fantastykę, ale jakiś czas temu dostał od kolegi książkę Clancy'ego, która bardzo mu się spodobała, dlatego postanowił przeczytać całą serię.
Przeminęło z wiatrem? Nie. A może był to cień wiatru? Też nie. To był okrutny wiatr. "Okrutny wiatr" czytany był przez Jaśka w autobusie, którym wracałem z pracy.
Tomka spotkałam w sobotnią noc w jadącym w stronę Pragi tramwaju linii 26, który był wypełniony imprezowiczami. On dla odmiany wracał z pracy do domu i czytał grubą książkę. Powiedział, że droga do pracy i z pracy jest jedyną okazją, kiedy może zatopić się w lekturze. Najbardziej lubi polską fantastykę, szczególnie Sapkowskiego.
Obok tej dwójki nie sposób było przejść obojętnie. Lisa Marie i Wafel zaczytywali się w książce, którą wcześniej próbowali sprzedać na weekendowym targu. A rzecz działa się na Flea Market w Mieście Cypel.
Na terminalu numer 2 Lotniska im. Fryderyka Chopina spotkałem zaczytaną Emm. Marian Keyes była jedyną znaną jej autorką spośród pisarzy, których dzieła można było kupić w lotniskowym kiosku.
Pani sprzedająca świeżutkie owoce i warzywa na straganie obok supersamu na Bazyliańskiej, oczekując na klientów, czytała mrożący krew w żyłach horror. Mówi, że woli horrory niż romanse i że lubi tak wypełniać czas, bo wtedy zapomina, że zimno i jesiennie już się zrobiło.
Radka, bohatera powyższego zdjęcia, spotkałam na przystanku autobusowym przy Dworcu Centralnym. Siedząc na murku, czytał "Martwą strefę" Stephena Kinga. Jak sam stwierdził, po lekturze "Wielkiego Gatsbiego", czas na coś lżejszego. A czyta, bo lubi.
Dworzec Zachodni, peron numer 3. Zaczytana Pani z czerwonym plecaczkiem właśnie wsiadała do swojego pociągu. Na moje pytanie co czyta, pokazała mi okładkę książki mówiąc "takie tam". Niestety nie zdążyłem przeczytać tytułu, drzwi się zamknęły, a pociąg odjechał.